Norwegia campervanem
Norwegia campervanem- marzenie, które od zawsze w nas było, lecz często oddalało się, może z braku determinacji, może z obawy o koszty. Najprostszym sposobem, który zawsze się sprawdza – zarezerwowanie i opłacenie wynajmu campervana. Dzięki temu wiedzieliśmy, że nie ma wyjścia musimy się zmobilizować i wszystko zaplanować i co ważne przygotować się na norweskie ceny ;).
Przygotowania
Samochód
Jeżeli nie potrzebujesz dużo miejsca, polecamy podróż campervanem. My we czworo, spokojnie zmieściliśmy się w VW Grand Californii. Dzięki stosunkowo niewielkiej długości (5,99 m) płaciliśmy mniej podczas wszystkich przepraw wodnych. Jednak co najważniejsze,prowadzenie samochodu na licznych podjazdach i serpentynach, niejednokrotnie po bardzo wąskich drogach, jest o wiele łatwiejsze. Mijanie na drodze, jak również dynamika jazdy sprawia, że w naszym przypadku, wybór był strzałem w dziesiątkę. Jest to nasze subiektywne odczucie, natomiast na miejscu mijaliśmy setki całkiem sporych rozmiarów kamperów, małych osobówek z namiotami i też było ok, ważne by tam się znaleźć 🙂
Kiedy jechać
Wyjazd zaplanowaliśmy na 3 tygodnie, zaczynając od końcówki maja, kończąc w połowie czerwca. W tym terminie, niemal wszystkie trasy krajobrazowe są już otwarte, a Norwegowie jeszcze nie rozpoczęli wakacji – jest więc mniej osób, a ceny niższe niż w sezonie. Sama pogoda powinna być wiosenna (w naszym przypadku się sprawdziła, mało deszczu i przyjemne 15-23 stopnie, większość czasu na krótki rękaw, choć na wycieczki w górę fiordów konieczny jest ciepły strój).
Ceny
Wybór campervana daje nam możliwość zabrania ze sobą wielu ulubionych produktów, natomiast można śmiało powiedzieć, że Norwegia nie jest aż tak droga jak jeszcze kilka lat temu i jak sporo osób wciąż myśli. Ceny w marketach nie szokują i spokojnie można się w nich zaopatrywać. Pomaga też kurs PLN/NOK 0,36 – najniższy od ponad 5 lat. Ceny benzyny są nieco wyższe niż w Polsce, warto tankować w tygodniu, kiedy możemy trafić na niższe ceny.
Planowanie trasy.
Norwegia jest bardzo dużym krajem, po którym można podróżować długimi tygodniami, dlatego polecam na skupieniu się na pewnej części tej pięknej krainy. W planowaniu trasy pomogło nam rozmieszczenie Narodowych Tras Krajobrazowych, których pełny opis i daty otwarcia znajdują się tutaj https://www.nasjonaleturistveger.no/en/ . Szczegółowe informacje o trasach pozwalają dopasować odległości do ilości dni, które mamy przeznaczone na zwiedzanie. Same trasy przebiegają przez jedne z najpiękniejszych miejsc tworzących parki krajobrazowe. Pamiętajmy też, że drogi są bardzo kręte, nieraz wspinające się nawet na 1500 m n.p.m. co znacznie wydłuża jazdę. W praktyce oznacza to, że 50 km można przejechać przez 2h bądź cały dzień, ze względu na przepiękne punkty widokowe. Dlatego my zaplanowaliśmy 2/3 dostępnego czasu, dając sobie kilka dni zapasu (co było bardzo dobrym posunięciem, dało nam swobodę, zapewniło brak pośpiechu i poczucie wolnego czasu).
Ze względu na wybór tras w zachodniej i środkowej części kraju postanowiliśmy wyruszyć promem z miasta Hirtshals położonego w Danii do Stavanger, na drogę powrotną wybraliśmy prom z Bergen do Hirtshals.
Noclegi
Norwegia ma świetną bazę noclegową dla caperów / campervanów z gęstą siecią kempingów w przyzwoitych cenach. Co jednak dla nas najważniejsze – w Norwegii można spać “na dziko” jeżeli nie jest to w danym miejscu wyraźnie zakazane. Z tej drugiej opcji korzystaliśmy zdecydowanie częściej, wybierając miejsca na nocleg na bieżąco, w zależności od tego jak ułożyła nam się trasa danego dnia. Korzystaliśmy z niezawodnej aplikacji Park4Night, gdzie można znaleźć zarówno miejsca kempingowe, darmowe lub niemal darmowe parkingi oraz miejsca do spania całkiem na dziko.
Przez cały wyjazd nie zarezerwowaliśmy wcześniej żadnego miejsca na nocleg 🙂
Koszty
Wynajem campervana na trzy tygodnie – ok 12 tys zł, promy do/z Norwegii – ok 5 tys zł, wydatki na miejscu (atrakcje, paliwo, jedzenie) – ok 10 tys zł. Łącznie 3 tygodniowy wyjazd dla 4 osób kosztował nas ok 27 tys zł. Jak na tak długi wyjazd i tak topowe miejsce, cena nie jest wysoka, nawet może miło zaskoczyć rzekomo „drogą” Norwegią.
Norwegia – trasa i dziennik podróży
Dzień 1 i 2 – dojazd
Zaczynamy od odbioru samochodu, który odbył się bardzo sprawnie. Oczywiście standardowo napotkaliśmy problem z dopasowaniem 2 fotelików na tylną kanapę, ale udało się 😊. Zapakowaliśmy nasz „garaż” zakupioną wcześniej „wyprawką” i w drogę! Przed nami dość długa (1354 km), ale przyjemna podróż do miasta Hirtshals na północy Danii.
Jadąc przez Niemcy w stronę Hamburga, dojeżdżamy na jeden z wielu parkingów przy trasie RestArena obok miejscowości Westick (7 h od Warszawy). Przed nami pierwsza noc, która zawsze jest pełna emocji, przez co zazwyczaj jest też nieprzespana i pełna niepotrzebnego stresu 😉. Po śniadaniu kierujemy się trasą do Danii, by po 5 godzinach dojechać do najstarszego miasta w tym kraju – Riba.
Tutaj pierwszy raz doświadczamy parkingów (tak tak – parkingów, a nie kempingów), na których jest wszystko dla kamperów – darmowa woda, łazienki, stoły piknikowe, zrzuty nieczystości i szarej wody.
Chodząc nieśpiesznie ulicami miasta staramy się znaleźć słynne duńskie „Hygge” . Uporządkowane ulice, małe kawiarnie pozwalają odpocząć od trasy. Korzystając z „wysokiego słońca” przejechaliśmy jeszcze 2h do miasta Randers. Polecamy parking dla gości duńskiego Graceland – domu Elvisa Presleya 😊. Druga noc była już dużo bardziej spokojna. Korzystając z pobliskiego Lidla, dopakowaliśmy nieco zapasów do naszego garażu i lodówki i udaliśmy się do Hirtshals.
Dzień 3 Hirtshals – prom
Pogoda tego dnia zdecydowanie nie rozpieszczała, dlatego nieco zmodyfikowaliśmy plany i dojechawszy do Hirtshals, zamiast zwiedzać miasteczko, postanowiliśmy odwiedzić Oceanarium. Olbrzymie akwaria oraz interaktywne rozrywki dla najmłodszych sprawiły, że spędziliśmy w nim 4h, podczas których wszyscy doskonale się bawiliśmy. Potem czekał nad obiad przygotowany z widokiem na morze i wyjazd do portu.
Fjordline, linie które wybraliśmy na rejs do Stavanger, od samego początku okazały się dobrym wyborem. Wszystko było dobrze zorganizowane, zaczynając od check-inu (dla nas to pierwszy raz na promie, więc pojawił się lekki stres) podczas którego obsługa skanuje karty przydzielając kolejkę i dając karty obiadowe/wejściowe do kajuty. Wjazd na poziom 5 odbył się bardzo sprawnie, pozostawiając samochód udaliśmy się na 8 piętro do kajuty. Tam Tv, okno, łazienka i 4 łóżka, jest super. Po zwiedzeniu całego promu czas na odpoczynek, który, ze względu na delikatne bujanie, był bardzo przyjemny.
Dzień 4 Stavanger – Preikestolen
Miły głos z głośników przekazał wszystkim pasażerom informację, że za pół godziny dotrzemy do Stavanger. Dokładnie o 6 rano rozpoczęliśmy naszą przygodę w Norwegii. Nie tracąc ani minuty ruszyliśmy wzdłuż naszego pierwszego fiordu Lysefjord. Kręta droga z pięknymi widokami doprowadziła nas na dobrze zorganizowany parking, skąd zaczyna się szlak do jednego z najbardziej znanych miejsc w Norwegii – Preikestolen. Informacje i szczegóły trasy polecam sprawdzić na stronie https://preikestolen365.com/ . 4 kilometrowy, przygotowany przez nepalskich szerpów szlak dostarcza niesamowitych widoków. Można go pokonać dość szybko, jednak my nieśpiesznie delektowaliśmy się widokami i małymi przystankami. Szlak jest dość prosty (nasz 6 latek pokonał go bez żadnej pomocy), natomiast momentami jest dość stromo, więc wymaga pewnej kondycji i co najważniejsze odpowiedniego ubrania. Pogoda zmieniała się co chwilę. Gdy dotarliśmy na sam klif, niektóre porywy wiatru były tak silne, że niebezpiecznym było stać obok przepaści. Udało się jednak wejść i poczuć niesamowitą adrenalinę, wolność i ogromną przestrzeń, która dostarcza spektakularnych widoków. Po powrocie tym samym szlakiem kierujemy się na Ryfylke National Tourist Route. Piękna trasa między fiordami oraz niemal zerowy ruch na trasie. Korzystając niezmiennie z Park4night wybieramy jeden z wielu parkingów przy trasie z pełnym węzłem sanitarnym za symboliczne 100 NOK-ów. Dodam tylko, że jesteśmy nad samym jeziorem, a w okolicy są dwa wodospady, taki standard 😉
Dzień 5 – trasa Ryfylke
Cisza, spokój, kolejny słoneczny dzień. Jadąc dalej wzdłuż trasy Ryfylke co chwilę mijamy wodospady i niezliczoną ilość tuneli, po których pokonaniu pojawia się kompletnie inny pejzaż. W pewnym momencie zauważyliśmy unoszącą się bryzę przed nami nad mostem, to był Latefossen. Jeden z piękniejszych wodospadów w Norwegii, którego ogrom i siła, szczególnie w okresie wiosennym, jest nie lada widokiem. Woda z dużym impetem opada bezpośrednio pod most, którym przebiega trasa.
Jadąc dalej, niedaleko miejscowości Kinsarvik można wybrać się szlakiem Husedalen śladem 4 wodospadów. Dość sprawnie doszliśmy do pierwszego wodospadu – Tveitafossen u którego stóp położona jest hydroelektrownia. Ze względu na późną porę oraz dość stromo położony dalszy szlak, postanowiliśmy wrócić na parking i zanurzyć stopy w baaaardzo orzeźwiającej wodzie górskiego strumienia. To był kolejny niespieszny dzień, nieustanne obcowanie z naturą oraz niesamowitymi widokami daje nam ogrom radości Noc spędzamy na parkingu (nieczynnej ulicy) nad samym fiordem otoczeni szczytami przez, które przebija się piękny zachód słońca.
Dzień 6 – Voringfossen
Zaczynamy dzień od odwiedzin jednej z wielu urokliwych miejscowości, do której przybijają kilkupiętrowe wycieczkowce – Eidfjord. Korzystając z pobliskiego COPP-a uzupełniamy zapasy i udajemy się do położonego niedaleko Voringfossen. U podnóża Hotelu Fossli rozpościera się wspaniały widok na cały kanion wraz z wodospadami. Dzięki rozległym platformom widokowym, z których część jest wysunięta ponad granicę kanionu, możemy podziwiać widoki z wielu perspektyw. Kolejnym przystankiem było Norsk Natursenter Hardanger w miejscowości Ovre Eidfjord. W ciągu dwóch godzin możemy poznać historię pobliskiego parku krajobrazowego. Muzeum jest bardzo nowoczesne i ekspozycja interesująca dla dużych i małych. Nam, szczególnie podobał się 25 minutowy film wyświetlany w sali kinowej ukazujący największe walory tutejszej przyrody. Kontynuując jazdę ’13-tką’ wybieramy kolejny raz parking pod wodospadem na nocny obóz
Dzień 7 Flam – Aurlandsfjellet
Dziś wstajemy wyjątkowo z pomocą budzika, by dojechać o czasie do turystycznej miejscowości Flam. Mająca jedynie 300 mieszkańców, przeżywa prawdziwe oblężenie w momencie zacumowania wycieczkowców z tysiącami turystów. Większość z nich ma ten sam plan co my, a mianowicie podróż zabytkową koleją Flamsban. 20 km trasa do Myrdal uważana jest za jedną z najpiękniejszych tras kolejowych na świecie. Godzinny przejazd kolejką potwierdza to. Dodatkową atrakcją jest postój przy wodospadzie Kjosfossen, obok którego można podziwiać krótki spektakl z Huldrą (nimfą) tańczącą w rytm dawnej muzyki. Po skończonej wycieczce czeka nas jeszcze darmowe muzeum związane z koleją oraz urokliwe knajpki.
Kontynuując naszą podróż na północ, do miejscowości Laerdal można dojechać nowym ponad 30 km tunelem. Jest jeszcze trasa alternatywna, o wiele ciekawsza. Mamy szczęście, bo zaledwie kilka dni wcześniej została otwarta dla ruchu tzw. „Droga śnieżna” Aurlandsfjellet. Trasa od samego początku dostarcza wielu mocnych wrażeń zaczynając od podjazdu na spektakularny punkt widokowy Stegastein, który jest wychylony ponad fiord i zakończony szklaną barierą. Wjeżdżając w wysokie góry, które niemal przez cały rok pokryte są śniegiem, ma się wrażenie opuszczonego, nietkniętego przez człowieka miejsca. Zbliżająca się pora obiadu zastała nas przy punkcie widokowym Flotane. Bezchmurne niebo, 17C ciepła, brak innych turystów, wędrówka do pobliskiego, pokrytego śniegiem wodospadu na długo pozostanie w naszej pamięci. 47 kilometrową, krętą trasę można przejechać w 2h, tylko po co 🙂 . Po 6 godzinach zjeżdżamy do miasta Laerdal na darmowy parking z placem zabaw dla dzieci i plażą z pięknym widokiem na fiord.
Dzień 8 – Sognefjellet
Sognefjellet to najwyżej położona trasa w Norwegii. Niezliczona liczba serpentyn prowadzi nas w iście księżycowy klimat. To właśnie stąd pochodzą słynne zdjęcia dróg z kilku metrowymi zaspami śniegu po obu stronach. Przemierzając ogromną polodowcową dolinę dostajemy się w samo serce gór Jotunheimen, gdzie na wyciągnięcie ręki mamy najwyższe, ośnieżone szczyty kraju z Galdhopiggen na czele. Podczas 108 km trasy warto zatrzymać się na dłużej przy jednym z punktów widokowych i wybrać się na trekking. Nam najbardziej przypadł do gustu punkt widokowy o nazwie Nedre Oscarshaug, gdzie specjalna instalacja pozwala zlokalizować podpisane szczyty. Stopniowo zjeżdżając w dół pejzaż zmienia się w zielone zbocza gór odbijające się w jeziorach. W ten sposób dostajemy się do miasta Lom, gdzie śpimy na parkingu w towarzystwie XIII wiecznego kościoła Stavkirke.
