Norwegia campervanem
Norwegia campervanem- marzenie, które od zawsze w nas było, lecz często oddalało się, może z braku determinacji, może z obawy o koszty. Najprostszym sposobem, który zawsze się sprawdza – zarezerwowanie i opłacenie wynajmu campervana. Dzięki temu wiedzieliśmy, że nie ma wyjścia musimy się zmobilizować i wszystko zaplanować i co ważne przygotować się na norweskie ceny ;).
Przygotowania
Samochód
Jeżeli nie potrzebujesz dużo miejsca, polecamy podróż campervanem. My we czworo, spokojnie zmieściliśmy się w VW Grand Californii. Dzięki stosunkowo niewielkiej długości (5,99 m) płaciliśmy mniej podczas wszystkich przepraw wodnych. Jednak co najważniejsze,prowadzenie samochodu na licznych podjazdach i serpentynach, niejednokrotnie po bardzo wąskich drogach, jest o wiele łatwiejsze. Mijanie na drodze, jak również dynamika jazdy sprawia, że w naszym przypadku, wybór był strzałem w dziesiątkę. Jest to nasze subiektywne odczucie, natomiast na miejscu mijaliśmy setki całkiem sporych rozmiarów kamperów, małych osobówek z namiotami i też było ok, ważne by tam się znaleźć 🙂
Kiedy jechać
Wyjazd zaplanowaliśmy na 3 tygodnie, zaczynając od końcówki maja, kończąc w połowie czerwca. W tym terminie, niemal wszystkie trasy krajobrazowe są już otwarte, a Norwegowie jeszcze nie rozpoczęli wakacji – jest więc mniej osób, a ceny niższe niż w sezonie. Sama pogoda powinna być wiosenna (w naszym przypadku się sprawdziła, mało deszczu i przyjemne 15-23 stopnie, większość czasu na krótki rękaw, choć na wycieczki w górę fiordów konieczny jest ciepły strój).
Ceny
Wybór campervana daje nam możliwość zabrania ze sobą wielu ulubionych produktów, natomiast można śmiało powiedzieć, że Norwegia nie jest aż tak droga jak jeszcze kilka lat temu i jak sporo osób wciąż myśli. Ceny w marketach nie szokują i spokojnie można się w nich zaopatrywać. Pomaga też kurs PLN/NOK 0,36 – najniższy od ponad 5 lat. Ceny benzyny są nieco wyższe niż w Polsce, warto tankować w tygodniu, kiedy możemy trafić na niższe ceny.
Planowanie trasy.
Norwegia jest bardzo dużym krajem, po którym można podróżować długimi tygodniami, dlatego polecam na skupieniu się na pewnej części tej pięknej krainy. W planowaniu trasy pomogło nam rozmieszczenie Narodowych Tras Krajobrazowych, których pełny opis i daty otwarcia znajdują się tutaj https://www.nasjonaleturistveger.no/en/ . Szczegółowe informacje o trasach pozwalają dopasować odległości do ilości dni, które mamy przeznaczone na zwiedzanie. Same trasy przebiegają przez jedne z najpiękniejszych miejsc tworzących parki krajobrazowe. Pamiętajmy też, że drogi są bardzo kręte, nieraz wspinające się nawet na 1500 m n.p.m. co znacznie wydłuża jazdę. W praktyce oznacza to, że 50 km można przejechać przez 2h bądź cały dzień, ze względu na przepiękne punkty widokowe. Dlatego my zaplanowaliśmy 2/3 dostępnego czasu, dając sobie kilka dni zapasu (co było bardzo dobrym posunięciem, dało nam swobodę, zapewniło brak pośpiechu i poczucie wolnego czasu).
Ze względu na wybór tras w zachodniej i środkowej części kraju postanowiliśmy wyruszyć promem z miasta Hirtshals położonego w Danii do Stavanger, na drogę powrotną wybraliśmy prom z Bergen do Hirtshals.
Noclegi
Norwegia ma świetną bazę noclegową dla caperów / campervanów z gęstą siecią kempingów w przyzwoitych cenach. Co jednak dla nas najważniejsze – w Norwegii można spać “na dziko” jeżeli nie jest to w danym miejscu wyraźnie zakazane. Z tej drugiej opcji korzystaliśmy zdecydowanie częściej, wybierając miejsca na nocleg na bieżąco, w zależności od tego jak ułożyła nam się trasa danego dnia. Korzystaliśmy z niezawodnej aplikacji Park4Night, gdzie można znaleźć zarówno miejsca kempingowe, darmowe lub niemal darmowe parkingi oraz miejsca do spania całkiem na dziko.
Przez cały wyjazd nie zarezerwowaliśmy wcześniej żadnego miejsca na nocleg 🙂
Koszty
Wynajem campervana na trzy tygodnie – ok 12 tys zł, promy do/z Norwegii – ok 5 tys zł, wydatki na miejscu (atrakcje, paliwo, jedzenie) – ok 10 tys zł. Łącznie 3 tygodniowy wyjazd dla 4 osób kosztował nas ok 27 tys zł. Jak na tak długi wyjazd i tak topowe miejsce, cena nie jest wysoka, nawet może miło zaskoczyć rzekomo „drogą” Norwegią.
Norwegia – trasa i dziennik podróży
Dzień 1 i 2 – dojazd
Zaczynamy od odbioru samochodu, który odbył się bardzo sprawnie. Oczywiście standardowo napotkaliśmy problem z dopasowaniem 2 fotelików na tylną kanapę, ale udało się 😊. Zapakowaliśmy nasz „garaż” zakupioną wcześniej „wyprawką” i w drogę! Przed nami dość długa (1354 km), ale przyjemna podróż do miasta Hirtshals na północy Danii.
Jadąc przez Niemcy w stronę Hamburga, dojeżdżamy na jeden z wielu parkingów przy trasie RestArena obok miejscowości Westick (7 h od Warszawy). Przed nami pierwsza noc, która zawsze jest pełna emocji, przez co zazwyczaj jest też nieprzespana i pełna niepotrzebnego stresu 😉. Po śniadaniu kierujemy się trasą do Danii, by po 5 godzinach dojechać do najstarszego miasta w tym kraju – Riba.
Tutaj pierwszy raz doświadczamy parkingów (tak tak – parkingów, a nie kempingów), na których jest wszystko dla kamperów – darmowa woda, łazienki, stoły piknikowe, zrzuty nieczystości i szarej wody.
Chodząc nieśpiesznie ulicami miasta staramy się znaleźć słynne duńskie „Hygge” . Uporządkowane ulice, małe kawiarnie pozwalają odpocząć od trasy. Korzystając z „wysokiego słońca” przejechaliśmy jeszcze 2h do miasta Randers. Polecamy parking dla gości duńskiego Graceland – domu Elvisa Presleya 😊. Druga noc była już dużo bardziej spokojna. Korzystając z pobliskiego Lidla, dopakowaliśmy nieco zapasów do naszego garażu i lodówki i udaliśmy się do Hirtshals.
Dzień 3 Hirtshals – prom
Pogoda tego dnia zdecydowanie nie rozpieszczała, dlatego nieco zmodyfikowaliśmy plany i dojechawszy do Hirtshals, zamiast zwiedzać miasteczko, postanowiliśmy odwiedzić Oceanarium. Olbrzymie akwaria oraz interaktywne rozrywki dla najmłodszych sprawiły, że spędziliśmy w nim 4h, podczas których wszyscy doskonale się bawiliśmy. Potem czekał nad obiad przygotowany z widokiem na morze i wyjazd do portu.
Fjordline, linie które wybraliśmy na rejs do Stavanger, od samego początku okazały się dobrym wyborem. Wszystko było dobrze zorganizowane, zaczynając od check-inu (dla nas to pierwszy raz na promie, więc pojawił się lekki stres) podczas którego obsługa skanuje karty przydzielając kolejkę i dając karty obiadowe/wejściowe do kajuty. Wjazd na poziom 5 odbył się bardzo sprawnie, pozostawiając samochód udaliśmy się na 8 piętro do kajuty. Tam Tv, okno, łazienka i 4 łóżka, jest super. Po zwiedzeniu całego promu czas na odpoczynek, który, ze względu na delikatne bujanie, był bardzo przyjemny.
Dzień 4 Stavanger – Preikestolen
Miły głos z głośników przekazał wszystkim pasażerom informację, że za pół godziny dotrzemy do Stavanger. Dokładnie o 6 rano rozpoczęliśmy naszą przygodę w Norwegii. Nie tracąc ani minuty ruszyliśmy wzdłuż naszego pierwszego fiordu Lysefjord. Kręta droga z pięknymi widokami doprowadziła nas na dobrze zorganizowany parking, skąd zaczyna się szlak do jednego z najbardziej znanych miejsc w Norwegii – Preikestolen. Informacje i szczegóły trasy polecam sprawdzić na stronie https://preikestolen365.com/ . 4 kilometrowy, przygotowany przez nepalskich szerpów szlak dostarcza niesamowitych widoków. Można go pokonać dość szybko, jednak my nieśpiesznie delektowaliśmy się widokami i małymi przystankami. Szlak jest dość prosty (nasz 6 latek pokonał go bez żadnej pomocy), natomiast momentami jest dość stromo, więc wymaga pewnej kondycji i co najważniejsze odpowiedniego ubrania. Pogoda zmieniała się co chwilę. Gdy dotarliśmy na sam klif, niektóre porywy wiatru były tak silne, że niebezpiecznym było stać obok przepaści. Udało się jednak wejść i poczuć niesamowitą adrenalinę, wolność i ogromną przestrzeń, która dostarcza spektakularnych widoków. Po powrocie tym samym szlakiem kierujemy się na Ryfylke National Tourist Route. Piękna trasa między fiordami oraz niemal zerowy ruch na trasie. Korzystając niezmiennie z Park4night wybieramy jeden z wielu parkingów przy trasie z pełnym węzłem sanitarnym za symboliczne 100 NOK-ów. Dodam tylko, że jesteśmy nad samym jeziorem, a w okolicy są dwa wodospady, taki standard 😉
Dzień 5 – trasa Ryfylke
Cisza, spokój, kolejny słoneczny dzień. Jadąc dalej wzdłuż trasy Ryfylke co chwilę mijamy wodospady i niezliczoną ilość tuneli, po których pokonaniu pojawia się kompletnie inny pejzaż. W pewnym momencie zauważyliśmy unoszącą się bryzę przed nami nad mostem, to był Latefossen. Jeden z piękniejszych wodospadów w Norwegii, którego ogrom i siła, szczególnie w okresie wiosennym, jest nie lada widokiem. Woda z dużym impetem opada bezpośrednio pod most, którym przebiega trasa.
Jadąc dalej, niedaleko miejscowości Kinsarvik można wybrać się szlakiem Husedalen śladem 4 wodospadów. Dość sprawnie doszliśmy do pierwszego wodospadu – Tveitafossen u którego stóp położona jest hydroelektrownia. Ze względu na późną porę oraz dość stromo położony dalszy szlak, postanowiliśmy wrócić na parking i zanurzyć stopy w baaaardzo orzeźwiającej wodzie górskiego strumienia. To był kolejny niespieszny dzień, nieustanne obcowanie z naturą oraz niesamowitymi widokami daje nam ogrom radości Noc spędzamy na parkingu (nieczynnej ulicy) nad samym fiordem otoczeni szczytami przez, które przebija się piękny zachód słońca.
Dzień 6 – Voringfossen
Zaczynamy dzień od odwiedzin jednej z wielu urokliwych miejscowości, do której przybijają kilkupiętrowe wycieczkowce – Eidfjord. Korzystając z pobliskiego COPP-a uzupełniamy zapasy i udajemy się do położonego niedaleko Voringfossen. U podnóża Hotelu Fossli rozpościera się wspaniały widok na cały kanion wraz z wodospadami. Dzięki rozległym platformom widokowym, z których część jest wysunięta ponad granicę kanionu, możemy podziwiać widoki z wielu perspektyw. Kolejnym przystankiem było Norsk Natursenter Hardanger w miejscowości Ovre Eidfjord. W ciągu dwóch godzin możemy poznać historię pobliskiego parku krajobrazowego. Muzeum jest bardzo nowoczesne i ekspozycja interesująca dla dużych i małych. Nam, szczególnie podobał się 25 minutowy film wyświetlany w sali kinowej ukazujący największe walory tutejszej przyrody. Kontynuując jazdę ’13-tką’ wybieramy kolejny raz parking pod wodospadem na nocny obóz
Dzień 7 Flam – Aurlandsfjellet
Dziś wstajemy wyjątkowo z pomocą budzika, by dojechać o czasie do turystycznej miejscowości Flam. Mająca jedynie 300 mieszkańców, przeżywa prawdziwe oblężenie w momencie zacumowania wycieczkowców z tysiącami turystów. Większość z nich ma ten sam plan co my, a mianowicie podróż zabytkową koleją Flamsban. 20 km trasa do Myrdal uważana jest za jedną z najpiękniejszych tras kolejowych na świecie. Godzinny przejazd kolejką potwierdza to. Dodatkową atrakcją jest postój przy wodospadzie Kjosfossen, obok którego można podziwiać krótki spektakl z Huldrą (nimfą) tańczącą w rytm dawnej muzyki. Po skończonej wycieczce czeka nas jeszcze darmowe muzeum związane z koleją oraz urokliwe knajpki.
Kontynuując naszą podróż na północ, do miejscowości Laerdal można dojechać nowym ponad 30 km tunelem. Jest jeszcze trasa alternatywna, o wiele ciekawsza. Mamy szczęście, bo zaledwie kilka dni wcześniej została otwarta dla ruchu tzw. „Droga śnieżna” Aurlandsfjellet. Trasa od samego początku dostarcza wielu mocnych wrażeń zaczynając od podjazdu na spektakularny punkt widokowy Stegastein, który jest wychylony ponad fiord i zakończony szklaną barierą. Wjeżdżając w wysokie góry, które niemal przez cały rok pokryte są śniegiem, ma się wrażenie opuszczonego, nietkniętego przez człowieka miejsca. Zbliżająca się pora obiadu zastała nas przy punkcie widokowym Flotane. Bezchmurne niebo, 17C ciepła, brak innych turystów, wędrówka do pobliskiego, pokrytego śniegiem wodospadu na długo pozostanie w naszej pamięci. 47 kilometrową, krętą trasę można przejechać w 2h, tylko po co 🙂 . Po 6 godzinach zjeżdżamy do miasta Laerdal na darmowy parking z placem zabaw dla dzieci i plażą z pięknym widokiem na fiord.
Dzień 8 – Sognefjellet
Sognefjellet to najwyżej położona trasa w Norwegii. Niezliczona liczba serpentyn prowadzi nas w iście księżycowy klimat. To właśnie stąd pochodzą słynne zdjęcia dróg z kilku metrowymi zaspami śniegu po obu stronach. Przemierzając ogromną polodowcową dolinę dostajemy się w samo serce gór Jotunheimen, gdzie na wyciągnięcie ręki mamy najwyższe, ośnieżone szczyty kraju z Galdhopiggen na czele. Podczas 108 km trasy warto zatrzymać się na dłużej przy jednym z punktów widokowych i wybrać się na trekking. Nam najbardziej przypadł do gustu punkt widokowy o nazwie Nedre Oscarshaug, gdzie specjalna instalacja pozwala zlokalizować podpisane szczyty. Stopniowo zjeżdżając w dół pejzaż zmienia się w zielone zbocza gór odbijające się w jeziorach. W ten sposób dostajemy się do miasta Lom, gdzie śpimy na parkingu w towarzystwie XIII wiecznego kościoła Stavkirke.
Dzień 9 – Dolina Romsdalen- Trollveggen
Z samego rana zwiedzamy pobliski kościół słupowy, którego drewniana konstrukcja jest charakterystyczna dla Norwegii. Po drugiej stronie parkingu znajduje się Norsk Fjellsenter – kolejne zwiedzone przez nas muzeum naturalne, którego ekspozycja urzeka. W tym przypadku możemy podziwiać znalezione w lodzie szkielety zwierząt, przedmioty codziennego użytku dawnych mieszkańców pobliskich terenów. Muzeum przybliża również historię gór, zaś jego interaktywne wystawy, jak pokój pokazujący zmienność warunków pogodowych, pozostają na długo w pamięci. Po 3h wyruszamy dalej do miasta Dombas, by uzupełnić swoje zapasy. Jadąc dalej jedziemy wzdłuż przepięknej doliny Romsdalen, gdzie dojeżdżamy na cudowny camping u podnóża jednej z najciekawszych górskich „ścian”, które widzieliśmy kiedykolwiek. Trollveggen, czyli „ściana Trolli”, będąca najwyższą pionową ścianą w Europie. Mityczna siedziba Trolli, której każdy poszarpany szczyt jest, według legendy, skamieniałym Trollem. Przed snem udajemy się na godzinny trekking do podnóża ściany, by z poziomu rzeki Rauma, podziwiać ogrom ściany.
Fjordline, linie które wybraliśmy na rejs do Stavanger, od samego początku okazały się dobrym wyborem. Wszystko było dobrze zorganizowane, zaczynając od check-inu (dla nas to pierwszy raz na promie, więc pojawił się lekki stres) podczas którego obsługa skanuje karty przydzielając kolejkę i dając karty obiadowe/wejściowe do kajuty. Wjazd na poziom 5 odbył się bardzo sprawnie, pozostawiając samochód udaliśmy się na 8 piętro do kajuty. Tam Tv, okno, łazienka i 4 łóżka, jest super. Po zwiedzeniu całego promu czas na odpoczynek, który, ze względu na delikatne bujanie, był bardzo przyjemny.
Dzień 10 Andalsnes – Rampestreken
Udajemy się do pobliskiego miasta Andalsnes, które jest najlepszym punktem startowym dla drogi Trollstigen. Ta z powodu osuwisk skalnych niestety nie została otwarta zgodnie z planem na początku czerwca (jak się później okazało zamknięta do końca roku). Naszym wyzwaniem na dzisiaj było podejście niemal 600 m na punkt widokowy Rampestreken. Szlak nie jest trudny lecz wymagający kondycyjnie, ponieważ nieustannie idziemy pod górę przez 2-3h. Kolejny raz nasz dzielmy 6-latek pokonał trasę sam! Młodszy w nosidle na plecach u taty 😉. Widok, który dostarcza zainstalowana nad przepaścią platforma jest spektakularny. Możemy podziwiać całą dolinę Romsdalen, Romsdalsfjorden oraz panoramę miasta. Pokonując dodatkowe, tym razem już bardziej wymagające 100 metrów wzwyż, dochodzimy do stacji kolejki gondolowej. Po ogrzaniu się czas na nagrodę za trudy wspinaczki – jemy pyszne ciasto w restauracji i zjeżdżamy kolejką gondolową w dół. Warto dodać, że pomimo popularności tego miejsca, podczas naszej wędrówki spotykamy zaledwie kilka osób. Ruszamy do Alesund, gdzie na parkingu niedaleko oceanarium spędzamy bardzo wietrzną noc.
Dzień 11 Alesund – oceanarium
Po śniadaniu ruszyliśmy do pobliskiego Atlanterhavsparken Aquarium. Malowniczo położone oceanarium (można odnieść wrażenie, że oceanarium łączy się z otwartą wodą) jest jednym z największych tego typu miejsc w Europie północnej. W olbrzymich zbiornikach wodnych pływają niezliczone ilości ryb – między innymi dorsze, płaszczki, a także homary, czy zębacze. Raz dziennie nurek przeprowadza widowiskowe karmienie. Jeżeli dodamy do tego ogrom atrakcji multimedialnych, pokazowe karmienia fok, pingwinów czy wydr, dostaniemy 4 godzinną zabawę dla całej rodziny.
Następnie, zwiedziliśmy urokliwe centrum miasta, gdzie zjedliśmy najlepszego dorsza w panierce w lokalnym Jaffs oraz obserwowaliśmy olbrzymie meduzy, leniwie pływające w mieście. Opuszczamy miasto, przybliżając się do rozjazdu na drogę Troli, bądź ewentualnego objazdu. Noc spędzamy w okolicach miejscowości Sjoholt.
Dzień 12 – Trasa Geiranger – Trollstigen
Część Trollstigen nadal pozostaje zamknięta, więc wjeżdżamy na tą wyjątkową trasę zaczynając od Eidsdal. Piękne widoki towarzyszą nam praktycznie przez rzez cały czas. Można również odczuć, że jest to jedna z najsłynniejszych i najbardziej popularnych dróg Norwegii – parkingi przy punktach widokowych są pełne. Jeden z nich był szczególny, Ornesvingen. Szklana platforma dostarcza wspaniałych widoków na najbardziej znany fiord Geirangerfjorden, warto pójść na krótki, niezbyt wymagający spacer scieżką ponad platformą, by móc podziwiać fiord w samotności. Pokonując kolejne serpentyny dojeżdżamy do malowniczego miasteczka Geiranger. Początkowo kierujemy się do Norsk Fjordsenter, gdzie specjalnie przygotowana wioska górska przybliża nam dzieje lokalnej społeczności oraz sposoby budowy górskich dróg. Imitacje lawin oraz osuwisk pokazują niebezpieczeństwo, które niesie za sobą położenie miasteczka. Warto również przejść pobliską platformą w dół do wodospadu. Ze względu na całkowity zakaz camperowania na dziko, polecam zatrzymać się na campingu w samym centrum przy marinie. Widok jest niesamowity. Inaczej też spędza się czas w tej miejscowości po obejrzeniu filmu „Fala” w którym fale tsunami, spowodowane osuwiskiem, zalały całą dolinę 😉
Dzień 13 – Geiranger Rejs – Dalsnibba
Rankiem, pejzaż doliny zmienił się nie do poznania, po odsłonięciu nocnych rolet naszym oczom ukazał się olbrzymich rozmiarów wycieczkowiec. Widok ten, często pojawiający się na pamiątkowych magnesach, nam nie przeszkadza, udajemy się na mniejszy (160 osobowy) statek wycieczkowy by opłynąć Geirangerfjorden. Kolejny raz pogoda nam sprzyja, dzięki czemu szczyty i opadające z nich wodospady wyglądają zjawiskowo, ze szczególnym uwzględnieniem Seven Sisters Waterfall. Dwugodzinny rejs może nie należy do najtańszych, ale zdecydowanie warto. Czas na kolejną niezliczoną ilość serpentyn, którymi wjeżdżamy na piękny punkt widokowy Flydalsjuvet. Gotowanie i potem jedzenie obiadu z takim widokiem jest niesamowitym doświadczeniem. Kierujemy się dalej, zjeżdżając na płatną drogę prowadzącą nas na szczyt góry Dalsnibba. Jesteśmy na wysokości niemal 1500 metrów. Temperatura zmienia się adekwatnie do wysokości, otoczeni śniegiem, możemy poczuć wysokogórski klimat. Na miejscu kolejna platforma ze szklanymi barierkami, zawieszona nad 500 metrową przepaścią. Słońce i brak turystów pozwala cieszyć się tym miejscem jeszcze bardziej. Zjeżdżając w dół przemierzamy urokliwą i opustoszałą trasę wzdłuż jezior Djupvatnet oraz Langvatnet. Część powierzchni jezior jest jeszcze pokryta śniegiem i lodem o delikatnie błękitnej barwie. Górskie drogi, które mamy okazję przemierzać mają to „coś” – pewnego rodzaju magię i dzikość. Za jednym z wielu tuneli czeka kolejna warta zatrzymania się panorama i wodospad Ovstefossen. Polecamy zrobić krótki spacer na sam dół, pęd wody jest niesamowity. Przez miasteczko Stryn kierujemy się w stronę lodowca, po drodze mijając lodowcowe jeziora – poprzez bieżące zasilanie wodą z lodowców, mają niezwykły turkusowy kolor. Noc spędzamy na parkingu obok wejścia na szlak na lodowiec Briksdalsbreen, otoczeni wysokimi skałami z widokiem na jęzor lodowca.
Dzień 14 – Lodowiec Briksdalsbreen
Trzykilometrowy szlak zaczyna się przy hotelu Briksdalsbre Fjellstove. Już na początku możemy podziwiać wodospad Kleivafossen. Malownicza trasa, otoczona szczytami gór, prowadzi nas pod jęzor lodowca Briksdalsbreen. W połączeniu z turkusowym jeziorem daje spektakularny widok. W pewnym momencie usłyszeliśmy hałas odbijający się po całej dolinie, głośniejszy od uderzeń pioruna. To były pęknięcia lodowca, które spowodowały lawinę na jęzorze. Sytuacja wywołała niemałą konsternację wśród nas i małej grupy turystów znajdującej się obok. Natura, dała o sobie znać : ). Na dość krótkim i łatwym szlaku spędziliśmy niemal pół dnia. Krystalicznie czysta woda prosto z lodowca (smakuje wyśmienicie), dobra pogoda, trasa wiodąca wzdłuż rzeki i ciekawe masywy skalne dały nam dużo zabawy z dziećmi. Czas jechać dalej, tym razem przez ostatnią już na naszej trasie trasę krajobrazową, która wita nas stadami krów blokującymi drogę. Obfite opady deszczu towarzyszyły nam do pierwszego punktu widokowego na trasie, gdzie spędziliśmy spokojną noc.
Dzień 15 – Trasa Gaularfjellet
Dzień rozpoczynamy od spacerów po kładkach przy Likholefosseng, gdzie mieliśmy przyjemność spędzić noc. Dalej wzdłuż trasy Gaularfjellet dojeżdżamy do najbardziej znanego jej punktu widokowego Utsikten. Platforma, znajdująca się 700 metrów n.p.m. daje świetny widok na kanion i wijącą się niczym wąż dalszą część naszej trasy. Niestety dzisiaj pogoda nas nie rozpieszcza, dlatego postanawiamy jechać prosto do Bergen, gdzie spędzimy nasze ostatnie 3 noce w Norwegii. Parkujemy na ogromnym, darmowym placu niedaleko centrum miasta, gdzie oprócz nas parkuje tu około 50 innych camperów.
Dzień 16 – Bergen cz.1
Bergen jest najbardziej deszczowym miastem w Europie, nam jednak kolejny raz sprzyjało pogodowe szczęście w postaci kilkudniowego słońca. Zachęceni niebieskim niebem ruszamy tramwajem nr 2 (przystanek przy samym parkingu), by po 10 minutach znaleźć się w samym centrum tego drugiego co do wielkości miasta w Norwegii. Na początek czeka na nas Fish market, na którym możemy pooglądać/kupić/zjeść wszystko to co oferuje nam morze. Bergeńska zupa rybna smakuje obłędnie. Kolejnym przystankiem, jest Bryggen czyli szereg hanzeatyckich budynków, będących jedną z wizytówek całego kraju. Drewniane uliczki, dwupiętrowe domy i zapach drewna dają magiczny klimat. Błądząc po tym dość dużym miejscu można przenieść się kilkaset lat wstecz. Czas, by zobaczyć miasto z jednego z dwóch najpopularniejszych tarasów widokowych. Na szczyt wzgórza Floyen, wchodziłem na piechotę (ok. 40 min), natomiast reszta wjeżdżała kolejką Floibanen (ok. 5 min ;)). Wzgórze znajduje się w samym centrum miasta, dzięki temu panorama miasta jest bliska i piękna. Warto dodać, że oprócz tarasu widokowego, znajdują się tu liczne atrakcje, jak 3 place zabaw, restauracje, miejsca piknikowe i stado kóz, lubiących zaczepiać przechodzących turystów (spędziliśmy tu niemal 2 godziny). Nieśpiesznie przechodząc przez handlową część miasta, wracamy do campera.
Dzień 17 – Bergen cz.2
Kolejny słoneczny dzień w Bergen, zaczynamy od największego muzeum w mieście University Museum. Miejsce oferuje niezliczoną ilość eksponatów związanych z tajemnicami wód, historią i powstawaniem wielu zjawisk geologicznych. Odbywają się również ciekawe wystawy, my trafiliśmy na te dotyczące sztucznej inteligencji i przemijania czasu. Dzieciom szczególnie podobały się piętra z kolekcją wypchanych zwierząt z całego świata. To były dobrze spędzone trzy godziny. Kilkaset metrów dalej udajemy się do kolejnego muzeum Sjofartsmuseum. Prezentowana kolekcja dotyczy historii norweskiej żeglugi, która została przedstawiona na wielu pieczołowicie wykonanych modelach statków. Kolejną część dnia spędziliśmy na zwiedzaniu nadbrzeżnego centrum miasta, gdzie możemy podziwiać urokliwe wąskie uliczki z kolorowymi domami. Korzystając tramwaju wodnego udajemy się na zwykłym bilecie komunikacji miejskiej na drugą stronę zatoki do Kravik. Po 30 minutach decydujemy się na rejs powrotny dający doskonałe widoki na Bergen z poziomu wody. Ostatnim punktem była kolejka linowa na wzgórze Ulriken (643 m n.p.m.). Przejazd jest dość drogi, natomiast widoki warte są tej ceny. Nieco oddalony od miasta szczyt pozwala ujrzeć rozległą panoramę całej zatoki. Mamy godzinę 22 i słońce, które oświetla miasto w spektakularny sposób. Powoli kończymy nasz ostatni dzień w Norwegii, gdybyśmy mieli więcej czasu, na pewno skorzystalibyśmy z niezliczonej ilości tras trekkingowych, które oferują wzgórza otaczające Bergen.
Dzień 18 – Prom powrotny Bergen – Stavanger – Hirtshals
Kolejny poranek upływa na szykowaniu się do powrotu do domu, o 13 wyruszamy z portu w Bergen do Danii promem linii Fjordline. Sama podróż mija nam przyjemnie, na podziwianiu widoków wybrzeży Norwegii i zabawach dzieci w kajucie. Polecamy wybrać się na kolację w formie bufetu – ilość i jakość potraw oraz napojów jest doskonała.
Dzień 19 – Powrót
O godzinie 08.00 wita nas Dania.. z jej typową deszczową pogodą. Postanawiamy jechać jak najdalej możemy. W ciągu dnia robimy kilka krótszych postojów i po pokonaniu 950 km dojeżdżamy na parking Tropical Island pod Berlinem, gdzie spędzamy noc.
Dzień 20 – Tropical Island
By tradycji stała się zadość, naszą wyprawę kończymy relaksując się w aquaparku. Wstajemy z samego rana, by od razu udać się pod olbrzymi balon, na który patrzyliśmy cały zeszły wieczór. W Tropical Island spędziliśmy cały dzień, atrakcji jest dość dużo, lecz wiele z nich w remoncie. Na pewno na uwagę zasługuje roślinność rewelacyjnie wkomponowana w baseny oraz laguna idealna do spędzania czasu z dziećmi, natomiast oczekiwaliśmy czegoś więcej, potencjał tego miejsca nie jest w pełni wykorzystany. Opuszczamy Niemcy, by za Poznaniem spędzić nasz ostatni nocleg na jednym z MOP-ów.
Dzień 21 – Warszawa
Cali i zdrowi dojechaliśmy do Warszawy, gdzie zwróciliśmy Grand Californię bez żadnej rysy.
Kilka słów na zakończenie
Podróż po Norwegii była dokładnie taka jaką sobie zaplanowaliśmy – niespieszna. Zwiedziliśmy po swojemu wszystkie miejsca, które oznaczyliśmy na naszej trasie. Cieszyliśmy się chwilami spędzonymi w otoczeniu natury. Pogoda, która prawie przez cały wyjazd była słoneczna i letnia, pozwalała nam korzystać z niezwykle długich dni i niemal nigdy niezachodzącego słońca. Jesteśmy już nieco zmęczeni, ale w duszy uśmiechnięci.
